gnoje!

Zabili go.

Zniczyk:

[*]

(A Michaelowi Jacksonowi nie postawiłam, dziwka ze mnie.)

Nie żebym nie wiedziała, że to zrobią - w końcu sklęłam już z tego powodu Internet przy poprzedniej okazji i obiecałam, że nigdy, nigdy więcej nie będę poszukiwać spojlerów. W żadnym razie. Nigdy. Nigdy. Niemniej jednak jestem trochę udobruchana, bo zabili go w tak kosmicznie (hehe) dobrym odcinku. Najlepszym w historii tego
serialusciencefictionokosmitach. Ale naprawdę. Był megadobry. Nigdy bym się nie spodziewała, że Torchwood wespnie się na takie wyżyny, nawet trochę popłakałam, czy coś; także gdyby jakiś nieszczęśnik chciał zorientować się o czym ja tu w ogóle piszę, to z czystym sumieniem mogę polecić Torchwood - Children of Earth: Day Four. Tak. O kosmitach.

Koniec już, bo spłonę z podjary.

Tak więc jestem zła odrobinę mniej niż obiecałam sobie że będę, ale mam przynajmniej w związku z tym jakiś taki autoniesmak, z wrodzonej przyzwoitości.

Mimo wszystko obejrzę jutrzejszy odcinek, bo jest ostatni i będę mogła w końcu przestać pisać o jedynym serialu świata (gdybym była większym żartownisiem, napisałabym wszechświata), którego w Polsce nie ogląda absolutnie nikt poza mną.

A może Ianto okaże się intergalaktycznym mesjaszem i jeszcze zmartwychwstanie?

(A swoją drogą, ciężko jest znaleźć w naszej ojczyźnie partnera w podjarze jeśli nie ogląda się House'a, Desperate Housewives albo LOST.)

Po tak ciężkich przeżyciach coś lekkiego i z polotem:
wywiad z moim ulubionym Kumka Olik.
(Tak tak, dla bezpieczeństwa przekreśliłam, istnieje w końcu ryzyko, że ktoś wziąłby te słowa na poważnie i byłabym spalona w towarzystwie do końca mych dni.)





Chociaż mogłabym wtedy zapalić zniczyk samej sobie.









zofiazofia 2009-07-10 05:45:44
skomentuj (5)
JE**NY INTERNET

Wiem, nie powinno się własnego gniazda kalać, ani kląć szpetnie w nagłówku.

Ani pisać czterech notatek na dobę.

Ale co innego mogę zrobić? Co? Po raz mniej więcej 215842186 wykazałam bowiem naturę Internetowego grzebacza i wygrzebałam gigantyczny, co gorsza potwierdzony spoiler, który zepsuł mi całą zabawę. Tak, zabawę z serialemsciencefictionokosmitach. Ale pal sześć serial, bo to samo potrafię zrobić ze wszystkim. Grzebię w poszukiwaniu tekstu jakiejś piosenki i okoliczności jej powstania i oto moja ukochana perełka, powstała, okazuje się, na kwasie, w zarzyganym autobusie do Brighton. A moja ulubiona książka jest uważana przez autora za nieudane preludium do kolejnej. Czy coś podobnie uroczego. Co ja mam ze sobą zrobić, pytam? Dlaczego mam w sobie ten pęd informacyjny arcyprzeidiotyczny, na którym już się milion razy przejechałam i którego zdusić nie potrafię? I dlaczego nadal mi się wydaje, że informacja jest jakąś nadrzędną wartością?

Zajsrane czasy.

Jestem więcej niż zirytowana.













zofiazofia 2009-07-09 18:25:15
skomentuj (3)
rozprawka socjologiczna: udane wakacje a wiek

Temat zabił mię ćwieka, bo po gruntownym przemyśleniu sprawy wysunęłam wniosek, co następuje:

NIE ZDARZYŁY MI SIĘ NIEUDANE WAKACJE (!?)

Początkowo pomyślałam, że jestem po prostu uprzywilejowana przez los, bo w końcu każdy jest w czymś dobry, a mój osobisty talent to jest akurat dobieranie sobie w lecie fortunnych miejsc i znajomych. Ale wniosek ten szybko wyeliminowałam jako z gruntu nieprawdziwy, bo czy to taki fortunny wybór, wakacje u babci pod Łodzią? (I to nie w wiejskiej głuszy, z przebywania w której niektórzy czerpią jakąś perwersyjną przyjemność, ale w małym miasteczku, gdzie znajomych własnych nie posiadam, a znajomi babci są znajomymi babci, zatem średnia ich wieku układa się między 60 a 70, Internetu nie ma, a w telewizji mniej kanałów niż u mnie - dygresja ma na celu pokazanie braku obiektywnych zalet takich wakacji, nie jest to diss na miasto rodzinne babci.) A w czym lepszy jest obóz, obóz, w wieku cokolwiek już późnonastoletnim? Albo spontaniczna wycieczka na tegoroczny Heineken Open'er Festival, co samo w sobie brzmi zachęcająco, ale biorąc pod uwagę okoliczności (jechałam tam do pracy, o której dowiedziałam się na dwa dni przed festiwalem, a w dniu wyjazdu nie miałam jeszcze absolutnie żadnej pewności gdzie będę spała, plus tylko 150 złotych w portfelu) mógł skończyć się fiaskiem, czy wręcz megafiaskiem.

Tutaj nastąpiła w moim toku myślowym pauza z nutą konfuzji. Pauza trwała i trwała, aż w końcu się skończyła. Bo do głowy przyszło mi rozwiązanie zagadki, truizm wręcz, ale co począć: wakacje są zawsze udane, bo w wakacje nie ma szkoły.

Może i uogólniam i przeceniam wartość statystyczną opinii swojej i znajomych, ale do tej pory chyba nie słyszałam jeszcze, żeby się któremuś z nich wakacje nie udały (mam na myśli rzecz jasna tych w wieku szkolnym bądź studenckim.)

Nieudane wakacje muszą być domeną ludzi pracujących. Bo takie wakacje człowieka pracy to jest przecież odpowiedzialność. Wrócić trzeba na czas i w stanie gotowości do służby, wydać za dużo nie można, dbać żeby dzieci dobrze się bawiły i wypoczęły należy, a pić tak żeby przypadkiem nie widziały. Męka. To już lepiej pracować.

Na koniec precyzuję: z badanej grupy wyłączam depresyjnych malkontentów i takich, co to lubią poopowiadać jak było strasznie, bo strasznie to frapująco, więc koledzy i koleżanki posłuchają z zainteresowaniem. Wyżej wymienionych szczerze przepraszam, niech srają.












zofiazofia 2009-07-09 15:29:35
skomentuj (1)
przerażam się, albo torchwood: wakacje

Tak tak, oczywiście oglądam Torchwood: Children of Earth.

I oczywiście są wakacje. Tak, znaczy to, że mogę czekać 5 godzin od emisji w UK, kosztem spokojnego, regenerującego snu, ażeby jak najprędzej ściągnąć i obejrzeć. I nikt nie będzie do mnie dzownił z niczym ważnym, więc nie będę musiała wymyślać z czego akurat jutro mam strasznie ważny test i łgać dlaczego rozmawiać akurat nie mogę. I nie będę musiała uważać, żeby się przypadkiem nie przyznać, że akurat dziś to się nie spotkamy ponieważ muszę obejrzeć nowy odcinek
SERIALUSCIENCEFICTIONOKOSMITACH.


O kurwa.

Ale się teraz czuję wbrew regułom lansu.

(Mają jeszcze tylko dwa odcinki na dokonanie rytualnego mordu na Ianto, więc liczę, że nie zdążą. Aczkolwiek jeżeli jednak zabiją Ianto, to nie ma mnie w weekend: wybieram się do Wielkiej Brytanii z łyżką do kastracji. Kto wyczuwa jakiś fangirl mode: on, ten się myli, taktaktak.)

Przy okazji, notes on Day Three: tak, bałam się. Tak, bardzo przeraziła mnie rozmowa Frobishera z 456. Bez ironii. Wkraczam na nowy poziom emancypacji, przyznaję się nie tylko do tego, że lubię Torchwood, ale nawet do tego, że boję się Torchwood. I tak, zastanawia mnie dlaczego Cpt. Jack Harkness popełnił srogie skurwielstwo, szczególnie, że długo już podejrzewam go o jakieś skurwielstwo.

'1965, I gave them 12 children'
'What for?'
'As a gift'


Ohoho?












zofiazofia 2009-07-09 04:46:38
skomentuj (0)
postanawiam zaistnieć

Czuję się bardzo bardzo niczym niezaprzątnięta i apatyczna.

Co gorsza czuję też, że jestem dośrodkowa. Czas zaistnieć. Zdecydowałam, że zaistnieć pozwoli mi blog, jako że zrównoważy delikatnie moją powyżej normy się ostatnimi dniami utrzymującą dośrodkowość, jednakże bez czynienia niepotrzebnego spustoszenia umysłowego.

W tym miejscu należałoby rozwinąć pojęcie dośrodkowości - to zjawisko raczej pozytywne. Dośrodkowość to aktywność intelektualna z nikim nie dzielona. Logiczny jest wniosek, że dośrodkowy jest człowiek, kiedy nie przejawia żadnej zewnętrznej aktywności. Działają tu prawa podobne prawom fizyki - dośrodkowość porównać można do energii potencjalnej, a zewnętrzna aktywność - do kinetycznej. Suma ich jest stała i wzrost jednej powoduje spadek drugiej. Tak więc jeśli do czynienia mamy z ekstrawertycznym, energetycznym i entuzjastycznym osobnikiem, możemy przypuszczać, że duża aktywność fizyczna powoduje u niego wypróżnienie intelektualne. Nie jestem dobra z fizyki.

Badania przeprowadzałam na własnym przykładzie. W okresach wzmożonej aktywności towarzyskiej myślę (brutalnie) mniej. Nie chodzi rzecz jasna o banały, bo ilość banałów przepływająca przez nasz mózg jest mniej więcej stała i niezależna od obecnego poziomu naszej dośrodkowości. Chodzi mi raczej o przerażające przemyślenia o kosmosie i życiu i literaturze z (kurwa ich mać) wnioskami.

Trza to wszystko jednak buforować, bo czuję że od tego myślenia niedługo już w ogóle przestanę się ruszać i wychodzić z domu.

I voila!
Oto dlaczego.
Dla mojego zdrowia psychicznego.










zofiazofia 2009-07-09 03:17:21
skomentuj (3)



+

2009
lipiec


keramik
grupayeti
arobal
olgo

zofiazofia =
facebook
myspace
last.fm


Tagi
aaa fail fangirlism obserwacja pierdolona prawie filozofia tv



by zoniazonia


Z O F I A: Zombie Optimized for Fighting and Immediate Assassination + + + + about: zosiazosia czyta i śpiewa i kłamie i nie sprząta, nie lubi cudzych mądrych cytatów, gołębi i pisać w trzeciej osobie, lubi swoje mądre cytaty, pić, rosyjski, średniki, harry'ego pottera i chłopów oraz dobre dupy i starszych ludzi, nawet jak już troszkę wonieją. córka katarzyny, rafała i lasu. w przyszłości chciałaby zostać astronautą bądź pilotem + + + + +